Misja

Podstawowym założeniem jest zdobycie wszystkich krajów świata do czterdziestego roku życia (2031). Co to znaczy zdobycie? Na pewno nie postawienie nogi i pójście na samolot. Na pewno także nie rozglądanie się jak Chińczyk z aparatem po jakichś muzeach, czy innych nudnych bzdurach. Od razu ostrzegam, że takie rzeczy mnie nie obchodzą. Kraj uznam za zdobyty, kiedy… będę miał ochotę uznać, bo to ostatecznie moja zabawa 🙂 Muszę zrobić w nim coś, co sprawi mi frajdę i satysfakcję – odjebać ciekawą przygodę, poznać interesujących ludzi, sprawić, żeby ktoś mnie tam zapamiętał, tudzież po prostu zobaczyć na tyle, aby zaspokoiło to moją ciekawość. Dlaczego akurat do czterdziestki? Przeczytaj opisy kilku durnych akcji, to się dowiesz – w pewnym wieku niektórych rzeczy robić już nie wypada albo zdrowie nie pozwala. No, chyba że pozwoli – zawsze można uznać, że jednak wypada.

Misja Zaraz Tam Wjadę - wszystkie kraje świata

Ile jest krajów na świecie?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna i w większości przypadków opiera się na widzimisię odpowiadającego. Nie inaczej będzie ze mną. Zasadniczo nie ma wątpliwości co do 193 państw zrzeszonych w ONZ. Do tego dochodzą państwa uznawane częściowo, jak np. Palestyna, Tajwan. Moim zdaniem wypada także wyróżnić terytoria zależne, znacząco odbiegające kulturowo, geograficznie lub historycznie od metropolitalnych części państw, sprawujących nad nimi kontrolę lub posiadające bardzo daleko idącą autonomię. Na przykład ciężko uznać, że Grenlandia jest tym samym krajem co Dania albo że Naddniestrze jest częścią Mołdawii – za to Katalonia jak najbardziej jest częścią Hiszpanii, bo jedyne co ich odróżnia, w mojej ignoranckiej ocenie, to akcent, a dążenia niepodległościowe kończą się na przyklejeniu se wlepki do zderzaka. Posługując się tą metodologią, wychodzi mi około 230 jako-tako niezależnych krajów świata.

Po co mi to?

Nie lepiej byłoby jechać gdziekolwiek, znaleźć przyjemne miejsce i cieszyć się tym, bez liczenia, który to kraj? Otóż nie.

Po pierwsze, w życiu trzeba mieć wyznaczone konkretne, dające się zmierzyć cele – życie bez wyzwań kończy się zawsze marazmem i chujozą. Dla jednego celem mogą być wszystkie kraje świata, a dla drugiego uzbieranie pieniędzy na wymarzone studia dla dziecka i też fajnie, ale z takich wyzwań można samego siebie rozliczyć, zrealizować je i z satysfakcją wyznaczyć sobie następne albo wkurwić się na siebie, przeanalizować czemu nie wyszło i następnym razem to poprawić. Życie z postanowieniami typu „być szczęśliwym, cieszyć się chwilami” itp. pieprzenie a’la Paulo Coelho nie ma prawa zmierzać do jakiejkolwiek puenty.

Po drugie, ja chcę żeby było wszystko. Na pustyni Gobi spać z robactwem pod gwiazdami (a nie szukać hotelu), w Las Vegas przejebać trzy wypłaty na ruletce (a nie żreć konserwy w namiocie). Dopóki nie spróbuję wszystkiego, nie dowiem się, co mogłoby mnie ominąć.

Co, jeśli się nie uda?

A no nic, najwyżej zrobi się kiedy indziej, a co się po drodze pobawię to moje 🙂 Zresztą, czemu miałoby się nie udać?

Wspominki

Mapa misji Placeholder
Mapa misji

Afryka Północna

Azja Południowo-Wschodnia

Bliski Wschód

Europa Południowo-Wschodnia

Europa Środkowo-Wschodnia

Europa Zachodnia